Przeżywać małżeństwo jako liturgię dnia codziennego

ks. dr hab. Andrzej Bohdanowicz (2010-06-08)

Małżeństwo sakramentem dnia codziennego

Z jednej strony musimy stwierdzić, iż wizja małżeństwa jaką niesie Kościół jest najlepszą nowiną dla współczesnych ludzi, nawet jeśli oni sami często od niej uciekają, z drugiej jednak strony, należy zauważyć, iż ta wspaniała nowina jest przez sam Kościół tak skrzętnie ukrywana albo ukazywana jako obszar pełen zagrożeń i nieszczęść . Zechciejmy zatem spojrzeć na małżeństwo najpierw od pozytywnej strony, dostrzegając jego głębię, piękno, ale także trudności na jakie napotykają małżonowie w życiu codzienny. Małżeństwo jest bowiem sakramentem dnia codziennego, który spełnia się nie tylko podczas uroczystych zaślubin przed ołtarzem, lecz trwa także każdego dnia. Jego wyrazem jest wierność i wzajemna miłość małżonków.
Zobaczmy najpierw, w jaki sposób uroczystość sakramentalnych zaślubin zawiera elementy świadczące, iż sakrament małżeństwa posiada odniesienie do małżeńskiej codzienności. W dalszej części artykułu, nie lekceważąc i dostrzegając, trudności dnia codziennego, spróbujemy pokazać, w jaki sposób małżonkowie mogą przeżywać swoje wspólne życie jako liturgię, czyli "miejsce" spotkania z Bogiem.

1. Liturgia sakramentu małżeństwa i jej implikacje do codzienności

Na początku spróbujmy od strony języka przybliżyć nieco tajemnicę małżeństwa i sakramentalnych zaślubin. Zatrzymajmy się więc nad znaczeniem niektórych pojęć związanych z sakramentem małżeństwa i samym obrzędem zaślubin. Słowo "małżeństwo" w zachodniogermańskim (Ehe) znaczy "prawo". Małżeństwo uważano za jedną z ważnych instytucji życia społecznego. Nie jest ono jedynie sprawą uczuć, lecz posiada konkretną strukturę, która ma pomóc małżonkom w ich codziennym życiu. Słowo Ehe łączy się również ze słowem echt, co znaczy autentyczny. Związek może być udany tylko wtedy, gdy małżonkowie są wobec siebie autentyczni, gdy jedno nie udaje niczego przed drugim.

Słowo "zaślubiny" germańskie Trauung, pochodzi od trauen, znaczy ufać. Kto żeni się czy wychodzi za mąż, poślubia (antrauen) drugiego człowieka, pokłada w nim zaufanie, ufa w Boże błogosławieństwo. Ufa sobie i współmałżonkowi oraz wierzy, że pozostanie on/ona wierny jej/jemu. Trauen łączy się z treu, to znaczy wierny. Treu pierwotnie znaczyło mocny, trwały jak drzewo. Zawierając związek małżeński, małżonkowie mają nadzieję, że wierność małżeńska będzie trwałym i niezawodnym oparciem dającym im poczucie bezpieczeństwa. Tak jak drzewo rośnie, tak rosnąć i nabierać trwałości powinna ich miłość. Miłość małżeńska ma bowiem charakter dynamiczny - nie od razu jest pełna i dojrzała. Omawiana rzeczywistość małżeństwa, trafnie opisana przez język, oznacza więc przyrzeczenie wierności, stałości i gotowości do wspierania w potrzebie oraz ma swoje odniesienie nie tylko do chwili zawarcia związku małżeńskiego, lecz obejmuje całe życie małżeńskie.

Kościół celebruje sakrament małżeństwa, uznając je za oddzielny sakrament. Słowo sacramentum znaczy: zobowiązanie, tajemnica religijna, wtajemniczenie. Sacrare to znaczy poświęcić bóstwu, uczynić świętym, uczynić nierozerwalnym i nienaruszalnym, umocnić i przypieczętować. Traktując małżeństwo jako sakrament, Kościół daje wyraz przekonaniu, że "tak" wypowiadane przed ołtarzem przez dwoje ludzi jest znakiem obecności pomiędzy nimi Boga. Kościół uwięca małżeństwo, czyni je świętością, powierza je błogosławieństwu Bożemu, tym samym daje nowożeńcom nadzieję na nierozerwalny i nienaruszalny związek.
Z drugiej strony, w języku niemieckim słowo: weihen (uświęcić) łączy się z weich (miękki). Sakrament czyni małżeństwo miękkim, gibkim, żywym - przeciwieństwem czegoś sztywnego. Boże błogosławiństwo uzdalnia małżonków do większej otwartości na siebie, okazywania sobie czułości i wzajemnego wybaczania sobie. Chrystus dopełnia i uzdrawia miłość dwojga ludzi, która zawsze jest krucha i zagrożona ich egoizmem, co rodzi wiele napięć i nieporozumień. W perspektywie Bożego błogosławieństwa miłość współmałżonka jest postrzegana jako dar, otrzymywany bez względu na jakiekolwiek osobiste zasługi małżonków.

Obok wymownego znaczenia języka związanego z sakramentem małżeństwa, świadczącym o ścisłej łączności samego sakramentu z dniem codziennym małżeńskiego życia, bardzo znacząca staje się liturgia sakramentu małżeństwa, a szczególnie sam obrzęd zaślubin. Kościelny obrzęd zaślubin ma bardzo prostą formę. Składa się z niewielu elementów i może być celebrowany podczas Euchaystii bądź poza nią - towarzyszy mu wtedy tylko liturgia słowa. Kapłan zwraca się do pana młodego i panny młodej, by sobie podali ręce: "Skoro zamierzacie zawrzeć sakramentalny związek małżeński, podajcie sobie prawe dłonie i wobec Boga i Kościoła powtarzajcie za mną słowa przysiegi małżeńskiej". Potem wiąże końcem stuły ich prawe dłonie, a po wysłuchaniuu przysięgi, potwierdza zawarcie małżeństwa, mówiąc:: "Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela. Małżeństwo przez was zawarte ja powagą Kościoła katolickiego potwierdzam i błogosławię w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego".

Stuła już w IV wieku była oficjalnym elementem stroju, noszonym przez diakonów, kapłanów i biskupów. Wiążąc dłonie nowożeńców, kapłan w imieniu Kościoła potwierdza akt zaślubin, którego dokonali narzeczeni. Nowożeńcy podają sobie prawe dłonie. Gest ten oznacza zawarcie aktu prawnego, ale zarazem symbolizuje otwartość, przebaczenie, wzajemne oddanie się sobie. Ma wieloraki sens: jedno oddaje się w ręce drugiego, by się u niego schronić; jedno osłania drugie swymi dłońmi; oboje chcą podążać wspólną drogą; jednoczą się ze sobą; miłość płynie z serca do serca. Stuła, której końcem kapłan oplata złączone dłonie oblubieńców, w chrześcijańskiej tradycji była oznaką oficjalnego pełnomocnictwa, lecz także szatą nieśmiertelności. Oplatając stułą dłonie nowożeńców, kapłan daje wyraz nadziei, że ich miłość okaże się nieśmiertelna i przekroczy próg śmierci - stanie się miłością wieczną. Owija miłóść nowożeńców nieskończoną i niezniszczalną miłością Boga. Ten symboliczny gest oznacza, że Bóg trzyma swoje strzegące i błogosławiące dłonie nad nowożencami, że w Jego rękach oboje mogą się czuć bezpieczni, że wspólnego życia, które biorą w swoje ręce, dotykają rece Boga. Następnie kapłan błogosławi obrączki małżeńskie.

Obraczka należy do prastarych symboli. Najczęściej ze złota, chociaż bywają i srebrne. Dziś obrączki noszą kobiety i mężczyźni. Ciekawostką jest fakt, że do pierwszej wojny światowej do ich noszenia zobligowane były tylko kobiety. Nie dość na tym - narzeczone do momentu ślubu nie mogły przymierzać ani nawet oglądać obrączek. Narzeczony przed zaślubinami nie mógł natomiast ujrzeć sukni ślubnej swojej wybranki i to do dziś jest praktykowane. Historia ślubnej obrączki wiąże sie nierozerwalnie z historią pierścionka zaręczynowego. Użycie pierścionka zarówno w zaręczynach jak i w małżeństwie wydaje się być bardzo starej daty. Starożytni Egipcjanie wierzyli, że kołowy kształt pierścionka był znakiem nieśmiertelnej miłości. Zwyczaj wymieniania się przez małżonków obrączkami pochodzi z Rzymu. W starożytności wymieniano się pierścieniami jako symboliczny wyraz wzajemnego powiązania.
Obrączka przez swoją kolistą formę, nie mającą początku ani końca symbolizuje wieczność. Zaokragla wszystko, co w człowieku kanciaste i niedoskonałe. Krąg jest symbolem jedności i doskonałości. Nie ma początku ani końca, dlatego obrazuje także wieczność. W XIII wieku w kręgach dworskich najbardziej popularnym podarunkiem wśród kochanków były pierścienie. Rzymski zwyczaj ofiarowywania pierścionka zaręczynowego jako gwarancji dopełnienia kontraktu małżeńskiego został usankcjonowany przez Kościół, a następnie, na początku XIII wieku, spopularyzowany. Pierścienie dawane w dowód miłości czesto miały wyryte krótkie napisy, jak "Amor", "Jam twój, ty moja". Chętnie używano motywu dwu złączonych dłoni symbolizującego nierozerwalną więź kochanków. W piętnastym i szesnastym wieku Włosi używali zaręczynowych pierścionków, które były przeważnie srebrne, obręcz była owalna albo kołowa.

Średniowieczni Włosi uszanowali diament jako symbol przy zaręczynach mówiący o zgodzie między mężem a żoną i o władzy mężczyzny. W teraźniejszej Grecji przy ceremonii zaślubin używa się dwóch pierścionków - złoto dla pana młodego i srebro dla panny młodej, który często jest wymieniany na dowód związku i domowej równości, jednak złoty pierścionek nadal oznacza wyższość męża. Pierwotnie panował zwyczaj noszenia pierścionka na prawej ręce po czym został zmieniony na lewą rękę na znak podporządkowania mężowi. Amerykanie dziś obraczkę noszą na lewej ręce, natomiast u nas jest to znak, że ta osoba jest wdowcem lub wdową. Zwyczaj noszenia obrączki na lewej ręce wywodzi się z antycznych wierzeń, żyła tego palca prowadziła bezpośrednio do serca.
Włożenie zaręczynowego pierścionka na serdeczny palec prawej dłoni kobiety oznajmia światu, że oto zyskaliśmy nowe miano, jesteśmy narzeczonymi. Obrączki założone podczas ślubu na serdeczny palec prawej ręki, stają się zastawem danym jako rękojmia. Dla upamiętnienia tego ważnego w życiu wydarzenia można na wewnętrznej stronie obrączki wygrawerować datę ślubu, inicjały lub dewizę. Zakup obrączek to obowiązek pana młodego

Obrączki małżeńskie oznaczają więc nadzieję, że nowożeńcy osiągną jedność, która czyni człowieka doskonałym, a równocześnie ich miłość będzie trwać wiecznie. Obrączka jako znak jedności ma także chronić miłość małżeńską przed wszelkimi zagrożeniami. Symbolizuje więź, wierność i wzajemną przynależność małżonków do siebie. Błogosławieństwo obrączek oznacza, że spływa na nie Boża miłość i wierność. Dlatego obraczki stają się dla małżonków znakiem, który uzmysławia im, że zawszsze do siebie należą, że wszystko, co było w nich niedoskonałe, dzięki miłości stało się pełne, że chcą być sobie wierni, że się ze sobą związali i że ich miłość jest bezpieczna od dążeń, które mogłyby zagrozić jej trwałości. Obrączką małżonkowie dają też czytelny znak innym, że należą do siebie.

Niestety, mimo tak bogatej i pełnej znaczeń symboliki wypowiadanych słów oraz gestów podczas zawierania sakramentu małżeństwa, niewiele par małżeńskich przechowuje je w pamięci. Powiedzieć, że na co dzień małżonkowie żyją tą uroczystością, byłoby brakiem realizmu. Należałoby zatem zachęcać kaznodziejów, aby przypominali małżonkom, że gdy przeżywają ten sakrament z wiarą, mogą przeżywać swoją, jakże często trudną codzienność i wspólnie odnosić zwycięstwo nad swoimi wadami czy słabościami. Odwołując się do Miłości Jezusa, która w tym sakramencie została im dana, mają szansę sprawowania swoim życiem liturgii. Mogą sprawić, iż całe ich mażeńskie życie będzie stawało się liturgią.

2. Zagrożenia miłości i szansa ich przeżywania w duchu wiary

Ochrona i pielęgnowanie miłości małżeńskiej napotykają na swej drodze określone niebezpieczeństwa. Jednym z największych zagrożeń dla małżeństwa jest przyzwyczajenie - po jakimś czasie czar dzielenia życia osobistego z drugą osobą blednie i pojawia się rutyna. Przyzwyczajenia w życiu małżeńskim okazują się czymś groźnym. Nawet gesty czy czynności związane z okazywaniem czułości wykonywane tylko z przyzwyczajenia są puste i nie niosą ze sobą tak bardzo potrzebnej w małżeństwie pozytywnej treści, komunikatu "kocham cię" skierowanego do współmałżonka/ki. Przebywanie z drugą osobą w tak niezwykłej relacji, jaką jest małżeństwo, wymaga ciągłej czujności, uwagi i obecności. Małżonkowie powinni więc przypominać sobie każdego dnia, że ich związek jest wielkim darem oraz że bardzo go pragnęli i wiązali z nim duże nadzieje .

Sam fakt zawarcia związku małżeńskiego, któremu towarzyszy postawa szczerej miłości, nie usuwa automatycznie wad małżonków, ich egoizmu czy chęci koncentrowania się na sobie. Tylko ktoś nierozsądny mógłby sądzić, że małżeństwo samo przez się usuwa wady, złe przyzwyczajenia i niedoskonałości małżonków . Jest odwrotnie - niezwykła bliskość, do której są zaproszeni małżonkowie, odsłania ewidentnie braki i niedoskonałości miłości. Małżonkowie odkrywają to zwykle stosunkowo szybko. Pojawiające się między nimi konflikty, nieporozumienia i emocjonalny chłód obnażają kruchość i niedojrzałość ich miłości.

Powszechnie wiadomo, że w małżeństwo wpisana jest proza życia. Aby skutecznie stawiać jej czoła małżonkowie muszą się uczyć miłości. Sami powinni zatroszczyć się o swoje małżeństwo, gdyż ich szczęście nie zależy od okoliczności zewnętrznych, ale od ich wewnętrznego nastawienia. Jest to wyjątkowo trudne zadanie, gdyż dom musi być czymś o wiele więcej, niż tylko miejscem, w którym się jada i śpi. Powinien być miejscem, w którym małżonkowie mogliby się zakorzenić; schronić przed zgiełkiem życia zawodowego i odnaleźć spokój ducha. Chodzi o stworzenie takiej duchowej przestrzeni, w której możliwy byłby ich wzajemny rozwój .
Nie chodzi jednak o stworzenie jakiejś bezpiecznej oazy, chroniącej małżonków od konieczności podejmowania trudnych życiowych decyzji, gwarantującej im przysłowiowy "święty spokój". Należy pamiętać, iż małżeństwo jest "aktem śmiałości" i dlatego małżonkowie w imię wspólnego dobra, dla budowania szczęśliwego małżeństwa, powinni mieć także odwagę podejmować kroki mogące zagrażać ich poczuciu bezpieczeństwa . Małżeństwo nie jest rzeczywistością statyczną. Właściwie przeżywana i pielęgnowana miłość małżeńska staje się spoiwem łączącym małżonków, zawiera w sobie element dynamiczny, obejmuje dokonywanie śmiałych wyborów i stawanie w prawdzie każdego dnia. Nie może być jedynie teoretycznym modelem udoskonalanym przez ekspertów z dziedziny teologii czy psychologii..

Dla zobrazowania tej rzeczywistości, możemy się posłużyć dosyć wymownym obrazem kościelnych witraży. Oglądane z zewnątrz wyglądają one nieciekawie i ponuro, kiedy jednak wejdzie się do środka i popatrzy na nie oświetlone promieniami słońca, odkrywa się ich niewiarygodne piękno. Światło słoneczne może przemienić witraże we wspaniałe dzieła sztuki. Podobnie wzajemna miłość małżonków może przemieniać małe, nudne obowiązki codziennego życia we wspaniałe arcydzieła miłości. Taka wizja małżeńskiej miłości nie jest pozbawiona sensu. W czasach, w których coraz częściej obserwujemy zanik małżeńskiego dialogu, nieustanną pogoń za coraz to nowymi wrażeniami oraz zaangażowanie w sprawy materialne, wydaje się ona szczególnie cenna. Choć na pierwszy rzut oka może wydawać się dość infantylna czy też wręcz utopijna, stanowi jednak interesujący i intrygujący sposób zmagania się z codziennością.

Proza codziennego życia pozwala małżonkom lepiej się poznać. Małżonkowie, w odróżnieniu od osób stojących z boku, widzą lepiej, oraz więcej i dlatego mogą zaufać temu, co widzą. Wiele informacji o człowieku ujawnia się tylko w kontekście miłości. Mam tu na myśli szczególnie intymne sfery życia, do której należą: duchowość małżonków, ich osobowość oraz cielesność. Te obszary życia każdy z nas szczególnie chroni przed obcymi. Jest rzeczą słuszną ukrywać się przed "oczami", które nie kochają, a otwierać się przed osobą, którą obdarzamy szacunkiem i miłością. Miłość uzdalnia małżonków do otwarcia się przed sobą, co pozwala im widzieć się głębiej i lepiej, zaś sama miłość przestaje być ślepa, wręcz przeciwnie: opiera się na głębszym poznaniu i pozwala widzieć ostrzej. W gruncie rzeczy miłość nie jest ślepa, jak podaje ludowa mądrość. Przeciwnie, tylko miłość pozwala dostrzec pewne kwestie, gdyż wyostrza nam wzrok . Takie obiektywne, często krytyczne spojrzenie na partnera, uzdalnia nas do większej miłości. Taka miłość, odpowiednio pielęgnowana, staje się dla małżonków źródłem głębokiej radości. Rodzi się ona jednak tylko z mocy Bożej Miłości obecnej w ich życiu sakramentalnym .

Wzajemne poznanie się małżonków może i powinno dotyczyć także bardzo delikatnego obszaru wszelakich zranień wyniesionych często z dzieciństwa oraz tych, które ewentualnie powstały w trakcie trwania związku. Możliwe jest to jedynie w atmosferze wzajemnej bliskości. Im małżonkowie będą bliżej siebie, tym mniej będą potrzebować pomocy osób trzecich w rozwiązywaniu wspomnianych problemów. Intymne zwierzenia potrzebują klimatu wzajemnego zaufania i poczucia bezpieczeństwa, straciłyby swój charakter, gdyby dotarły do uszu osób postronnych. Małżonkowie muszą także uważać, aby poznanych tajemnic ukochanej osoby nigdy nie użyć przeciwko niej, szczególnie w momentach gniewu czy wybuchu innych negatywnych emocji. Wręcz przeciwnie. Ujrzeć zranienia drugiej osoby, to usłyszeć wezwanie do jeszcze większej miłości do niej, to przyjąć wezwanie do wzięcia słabości, a nawet grzechu drugiej osoby na siebie. Małżonkowie powinni próbować rozwiązywać wszelkie problemy w zarodku i nie dopuszczać, aby one nie zatruwały ich wzajemnych relacji. Warto także pamiętać, że pielęgnowanie miłych wspomnień dotyczących ukochanej/go łagodzi aktualne napięcia i zapobiega eskalacji negatywnych uczuć.

Mistyka codziennego życia dwojga osób weryfikuje najdoskonalej małżeństwo, gdyż małżonkowie przebywają ze sobą ogromną ilość czasu. Trud bycia razem na co dzień trafnie opisał H. Balzak, stwierdzając, że: "łatwiej jest być kochankiem niż mężem, gdyż łatwiej jest być dowcipnym czasami niż każdego dnia" . Relacje dwojga osób nie związanych węzłem małżeńskim często ograniczają się do krótkich momentów, w których łatwo być atrakcyjną/ym. Małżeństwo nie daje takiego komfortu - małżonkowie są ze sobą także w nie najlepszych momentach swojego życia. Doświadczają normalnego życia, nie na pokaz. Są więc także świadkami wzajemnych rozczarowań, poznają siebie także od stron mniej ciekawych, co może rodzić wzajemne rozczarowania oraz być źródłem trudności. Lepiej poznają osobliwości swego charakteru - bywają one czasami śmieszne, dziwne, denerwujące czy wręcz irytujące. Małżeństwo domaga się całościowego spojrzenia na osobę współmałżonka. Potrzeba zatem wysiłku, aby nie wyodrębniać poszczególnych zachowań ukochanej/ego i nie oceniać jej/jego w oderwaniu od całości osoby. Im bardziej się to powiedzie, tym mniej denerwujące będą drobne słabostki zauważane u męża czy żony, a z czasem może uda się nam traktować je z przymrużeniem oka czy humorem. Trzeba zaufać miłości - jedynie w sytuacjach trudnych sprawdza się jej wewnętrzna natura i, która zakłada najlepsze intencje ukochanego, a wszelkie wątpliwości zawsze interpretuje na jego korzyść .

Taka postawa nie oznacza oczywiście przymknięcia oczu na słabości i wady drugiej strony. Małżonkowie nie powinni zachowywać się tak, jakby ich nie dostrzegali. Milczenie w tej sprawie "dla świętego spokoju" w celu nie wywoływania kłótni czy konfliktów nie jest dobrym rozwiązaniem. Może się także zdarzyć, iż współmałżonek nie jest świadomy swoich wad i niedoskonałości. Stąd też dojrzała (i dojrzewająca) miłość nie będzie przymykać oczu na wady. Jednak rzeczą istotną jest właściwa motywacja skłaniająca nas do poruszania delikatnych i jakże często drażliwych kwestii. Wadom należy się przeciwstawiać nie dlatego, że mnie denerwują i "już dłużej tego nie wytrzymam", lecz ponieważ w gruncie rzeczy krzywdzą i degradują osobę, która je posiada. Krytyka wypływająca z samolubnych pobudek najczęściej nie przynosi spodziewanego efektu, a jedynie rodzi napięcia i eskalację problemów. Gdy natomiast krytyka wypływa z miłości do współmałżonka, szansa na to, że będzie on/ona chciał/a przezwyciężać posiadane wady w imię tej właśnie miłości jest większa. Prawdziwa miłość potrafi bowiem scalać, integrować ludzi oraz budować między nimi komunię. Jest to oczywiście niezwykle trudne, gdyż wsłuchiwanie się w duszę drugiej osoby i bezinteresowna troska o jej dobro jest żmudne i męczące. Jest jednak możliwe, pod warunkiem że małżonkowie otworzą się na łaskę przyjętego sakramentu, na cierpliwą i miłosierną obecność Jezusa w ich życiu.

Zagrożeniem dla miłości małżeńskiej płynącym ze strony codzienności może stać się aktywność zawodowa małżonków oraz ich życie
towarzyskie. Dotyczy to zwłaszcza młodych małżonków, angażujących się w wir przyjęć i innych zajęć towarzyskich. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w większości pracują oni zawodowo, a wraz z upływem czasu, gdy pojawią się dzieci muszą się także zająć ich wychowaniem, zauważamy, że, może zabraknąć im czasu na chwile intymne i budowanie więzi : "Ja - Ty". Może to prowadzić do tego, że "każdego wieczoru zasypiają wyczerpani, lecz ani trochę bliżsi sobie" .

Brak czasu nie może być wymówką dla zaniedbywania pielęgnowania intymnej więzi. Małżeńskie spotkania w wymiarze: "Ja-Ty" nie mogą też ograniczyć się do sfery seksualnej, która powinna być zawsze wyrazem duchowej jedności małżonków. Małżonkowie powinni rezerwować sobie chwile dla siebie, w których wszystkie inne sprawy odejdą na plan dalszy, a tematem ich dialogu staną się oni sami. Ciągłe myślenie o pracy zawodowej może się stać poważnym zagrożeniem dla harmonijnego rozwoju małżeństwa. Kiedy więc treścią danej chwili jest przebywanie ze sobą małżonków, to powinni oni odsunąć od siebie myśli związane z pracą i koncentrować się na osobie współmałżonka: jego słowach, troskach i potrzebach. Takie intymne chwile przyczynią się do wzrostu wzajemnego oddania i będą z pewnością źródłem ich szczęścia. W pewnych okolicznościach rzeczą słuszną jest nawet rezygnacja z większego zaangażowania się zawodowego małżonków, aby wygospodarować dodatkowy czas i spędzać go wspólnie. Pogłębienie wzajemnej miłości będzie dla małżonków nagrodą za zrezygnowanie z wielu dodatkowych wygód i przyjemności (jakże puste i krótkotrwałe jest szczęście, które sugeruje nam agresywna, nastawiona głównie na konsumpcję reklama), na które mogliby sobie pozwolić pracując dłużej i zarabiając więcej .

Pojawiające się w małżeństwie trudności pogarsza jeszcze dający się zaobserwować obecnie braku szacunku dla ludzi, płciowości, tajemnicy życia, śmierci, a nawet Boga. Brak czci w stosunku do osób i rzeczy, nieuznawanie ich wewnętrznej godności i wartości, prowadzi do traktowania ich bez należnego im szacunku. Ktoś, kto nie szanuje innych ludzi, często przyjmuje wobec nich postawę samolubną. Zaczyna instrumentalnie traktować świat i drugiego człowieka, oraz patrzy na ludzi przez pryzmat możliwości zaspokojenia swoich pragnień. Jest także często arogancki. Taka postawa skutecznie niszczy przyjaźń i miłość.

Brak wzajemnego szacunku może także zagrażać codziennemu życiu małżeńskiemu. Zwłaszcza po ciężkim dniu pracy, gdy małżonkowie wracają zmęczeni i rozdrażnieni, są podatni na zirytowanie się osobą współmałżonki(ka). Wiele małżeństw doświadcza trudności dlatego, że małżonkowie nie szanują się. Chociaż jest to trudne, małżonkowie powinni nie ustawać w okazywaniu sobie w widomy sposób szacunku i przywiązania - tonem swego głosu, postawą, gestami czy dotykiem, gdyż to wszystko nadaje małżeństwu piękna oraz czyni tę relację szczególną i jedyną w swoim rodzaju .

Pewną formą okazywania sobie poważania w małżeństwie jest, zanikająca coraz bardziej, szarmanckość czy uprzejmość, narzucające na silniejszego, szybszego, zdrowszego obowiązek udzielenia pomocy słabszemu. Codzienne życie dostarcza wielu okazji, w których można praktykować tego rodzaju cnotę. Wystarczy zobaczyć jak powoli matki muszą spacerować obok swoich dzieci, i z jaką miłością to czynią, aby zrozumieć, że tylko miłość potrafi synchronizować tak odmienne umiejętności, potrzeby i temperamenty. Prozaiczne sprawy związane ze wspólnym życiem, jak chociażby różne tempo spożywania posiłków przez małżonków, różny czas potrzebny na przebranie się przed wspólnym wyjściem, itp. mogą stać się okazją do wyrabiania w sobie wspomnianej cnoty. W małżeństwie synchronizacja jest zawsze piękniejsza, niż dwa głosy solowe. Tak więc integrująca małżonków miłość, której konkretnym przejawem jest ich ciągła gotowość do synchronizacji, dostosowania się i uwzględnienia aktualnej kondycji współmałżonka, może przyczynić się do harmonijnego rozwoju i pielęgnowania małżeńskiej wspólnoty oraz małżeńskiej jedności .

W codziennych trudnościach, na jakie natrafiają małżonkowie, ważną rzeczą jest, aby na konkretne wyzwania, które się w ich wzajemnych relacjach pojawiają, patrzeć w kontekście miłości i odpowiednio do możliwości stawiać im wspólnie czoła. Mądrość, która wyrasta z miłości, powinna im w tym pomóc. Ten, kto kocha prawdziwą miłością, uczy się dostrzegać w konkretnych sytuacjach zadania, przed którymi w danej sytuacji staje i odpowiednio do nich postępować. Jedynie miłość oparta nie na ulotnych uczuciach sympatii, ale na świadomości człowieczeństwa danej osoby to umożliwia . Kiedy jeden z małżonków np. wraca do domu zdenerwowany i w złym humorze, nie jest to dobry moment na użalanie się drugiej strony nad sobą i zgłaszanie jakichkolwiek pretensji. Lepiej wtedy spróbować załagodzić sytuację, odwrócić uwagę jakimś czułym słowem lub ciekawą wiadomością. W takich chwilach małżonek/ka powinni pokonywać własne, w pierwszej chwili, negatywne uczucia i spojrzeć na sytuację z dystansu. Myślenie o sobie w nieodpowiednim momencie jest bowiem niebezpieczne. Do jak wielu niefortunnych dyskusji dochodzi między mężem i żoną właśnie z powodu nieumiejętności rozpoznania w danej chwili jej/jego nastroju. Zdrowy rozsądek podpowiada na przykład, że niezbyt mądre jest omawianie drażliwych spraw z pustym żołądkiem czy w chwilach ogromnego zmęczenia lub złego nastroju. Ofiarna miłość powinna się zawsze do tych zasad odwoływać.

Proza i trud codziennego życia nie powinny jednak przysłonić małżonkom prawdy, iż dużą, pozytywną rolę w ich wzajemnych relacjach odgrywa poczucie humoru. Prawdziwą wesołość, radość i humor umożliwia płynące z miłości poczucie bezpieczeństwa. Miłość uwalnia małżonków od konieczności ważenia każdego gestu i słowa. Nie potrzebują stale "mieć się na baczności", lecz mogą śmiać się i radować w "schronieniu wzajemnej miłości" . Prawdziwa miłość dopuszcza wiele dobrego humoru i wesołości, a autentyczny humor jest zawsze źródłem radości człowieka i ożywia miłość. Należy oczywiście pamiętać, że żarty zabarwione sarkazmem i cynizmem ranią głęboko, dlatego powinno się ich unikać.

Wszyscy małżonkowie, wcześniej czy później, staną przed rzeczywistością codziennych prac domowych - nie ma od tego ucieczki. Mogą być one beznadziejnie nudne, jeśli nie ożywia ich duch miłości. Tylko miłość jako motyw działania sprawia, iż nawet drobne uczynki nabierają we wspólnocie małżeńskiej nowego znaczenia. Sztuka życia polega bowiem na odnajdywaniu sensu w drobnych pracach przez łączenie ich właśnie z miłością. Chrześcijaństwo przypomina, że gotowość służenia stanowi o wielkości człowieka: "Służba ukochanej osobie, podjęta w wolności jest czytelnym znakiem miłości i triumfem wolności nad małostkową dumą". Warto w tym miejscu wspomnieć, iż małżonkowie powinni sami wypracować najlepszy dla nich osobiście podział pracy, który odpowiadałby ich zdolnościom, temperamentom i okolicznościom, w jakich się aktualnie znajdują. Są przecież mężowie, którzy gotują, opiekują się dzieckiem w nocy; są żony, które zajmują się finansami i płacą rachunki. Tylko sami małżonkowie są w stanie najlepiej stwierdzić, jaki podział ról będzie w ich małżeństwie najlepszy. Jeśli jednak pojawią się nowe okoliczności, które będą zmuszały ich do zmiany dotychczasowych ról, to taka gotowość do zmiany i przystosowanie się do nowej sytuacji są ważniejsze od wcześniej przyjętego status quo .

Jednak angażowanie się w różnego typu prace domowe i gotowość do zmiany dotychczasowych ról w małżeństwie nie mogą zniwelować istniejących de facto odrębności i różnic pomiędzy małżonkami. Powinni oni być świadomi, iż są narażeni na pułapkę źle pojętej jedności. To, iż małżeństwo jest związkiem miłości, przez który małżonkowie są powołani do bycia "jednym umysłem, jedną duszą, jednym sercem i jednym ciałem", zakłada równocześnie, że stając się jednością, nie przestają być dwiema wyraźnie odrębnymi osobami. Każdy bowiem człowiek z natury posiada odrębność tak doskonałą, że nie może stać się częścią kogoś innego. Co więcej, gdyby możliwe było stopienie się dwóch osób w jedną, niemożliwa byłaby między nimi miłość, gdyż ta wymaga zaangażowania dwóch osób. Tak więc przez miłość każdy z małżonków odnajduje siebie i swoją wyjątkową indywidualność w nowy i głębszy sposób. I tu kryje się owa pułapka źle pojętej jedności. Małżonkowie mogą czasami zakładać, że skoro są jednością, to ich osobiste pragnienia będą takie same. Zwalniają się od obowiązku wzajemnego porozumiewania się w danej sprawie. Gdy tymczasem codzienność wymaga weryfikowania swoich oczekiwań, pragnień, planów z oczekiwaniami drugiej strony. Nie można zakładać, iż zawsze będą one identyczne. Stąd potrzeba dialogu, rozmowy, poznawania wzajemnych pragnień i planów. W ten sposób małżonkowie szanują wzajemnie swoją indywidualność i jednocześnie unikają niepotrzebnych nieporozumień .

Znakiem prawdziwej miłości małżeńskiej jest także wzajemna troska małżonków o swój zewnętrzny wygląd oraz duchowe wnętrze . Od momentu ślubu powinni oni zacząć starać się być zawsze dla siebie w najlepszej formie pod względem fizycznym i duchowym. Małżonkowie nie powinni atrakcyjności i troski o swój wygląd zewnętrzny rezerwować jedynie dla gości i tych, których spotykają poza domem, a zaniedbywać to w codziennych kontaktach domowych. Niechlujny wygląd czy brak należytej troski o niego mogą negatywnie wpłynąć na jakość relacji małżeńskich. Pielęgnowanie przez małżonków zewnętrznej powierzchowności nie wynika z ich próżności i zamiłowania do bycia podziwianym, lecz jest naturalną konsekwencją prawdy o jedności cielesno-duchowej człowieka. Wymiar zewnętrzny tak ściśle łączy się z wymiarem duchowym, iż stanowią one nierozdzielną jedność. Atrakcyjność fizyczna połączona z duchową głębią i zespoleniem cielesnym prowadzą zawsze do integracji małżonków.

Podobnie ważną rzeczą w budowaniu małżeńskiej jedności jest przekazywanie sobie konkretnych sygnałów czy znaków potwierdzających miłość. Mężczyzna (mąż) nie widzi może potrzeby częstego wypowiadania słów "kocham cię", potwierdzających jego miłość do żony. Większość mężczyzn jest zaskoczonych, gdy żony oczekują od nich, aby częściej artykułowali swoje uczucia w sposób werbalny. Wydaje im się, że ich codzienne czyny o tym świadczą i nie potrzebne jest już deklarowanie uczuć. Logika ta byłaby może przekonywająca, gdyby słowa: "kocham cię" miały za zadanie jedynie przekazanie pewnej konkretnej informacji. "Na szczęście jest inaczej. Mają one o wiele głębszą rolę: wyrażają miłość, która domaga się ciągłego wyrażania. W ten sposób zachowują one swoją pełną i czystą wartość za każdym razem, gdy są powtarzane" . Dzieje się tak, ponieważ wszyscy ludzie kształtują swoją osobowość poprzez związki miłości z innymi ludźmi i z Bogiem. Te związki rozwijają ducha i nie da się ich niczym zastąpić. "Być może dlatego rzeczywiście kiedy ktoś nas kocha, czujemy, że żyjemy naprawdę" .

3. Codzienność małżeńskiego życia wezwaniem do życia z wiary

Ukazane powyżej, tylko niektóre trudności codziennego małżeńskiego życia, mogą i powinny stawać się dla małżonków okazją do przeżywnia ich w duchu wiary, zgodnie z łaską sakramentu małżeństwa. Już na chrzcie św. otrzymali oni bowiem zdolność do uczestniczenia w Paschalnym Wydarzeniu Jezusa, w tajemnicy śmierci, która daje prawdziwe życie. W Eucharystii celebrujemy tę prawdę pod postacią chleba i wina; jesteśmy zapraszani do uczestnictwa w niej z całą konsekwencją i wymową sakramentalnych znaków: "... co bowiem jest Krwią Baranka, wiecie nie ze słyszenia, lecz z picia. ... Krew jest na obu podwojach, jeśli nie tylko ustami ciała, ale i ustami serca się ją pije. Na obu podwojach jest Krew Baranka, jeśli tajemnicę męki Zbawiciela pożywa się ustami, a przy tym usilnie myśli się o tym, żeby Go naśladować. ... na co się bowiem przyda przyjąć Jego Ciało i Krew ustami, a niegodnymi czynami temu się sprzeciwiać" - powie św. Grzegorz Wielki (+604). Udział w Eucharystii wprowadza więc małżonków w samo serce Paschalnego Misterium . Aktualizacja chrztu św. jest ustawicznym umieraniem i powstawaniem do nowego życia. To dzięki Eucharystii małżonkowie są zdolni do akceptowania w swoim życiu niesprawiedliwości, odrzucenia czy samotności - tego wszystkiego co, po ludzku sądząc, wydaje się niemożliwe do przyjęcia.

Rzeczywistość, o której mówimy, dobrze obrazują słowa wypowiedziane przez Patriarchę Ekumenicznego Konstantynopola Bartłomieja w czasie Mszy św. w Bazylice Watykańskiej w Rzymie 29 czerwca 1995 r.: " ... nasz zasadniczy problem polega na tym, jak mamy zbawić naszego bliźniego, służąc mu, abyśmy i my sami - ale tylko razem z nim i poprzez niego - stali się godni zbawienia. Niestety, chrześcijanie źle zrozumieli złotą regułę Pawłową: Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnijcie prawo Chrystusowe (Ga 6,2), traktując ją jako nakaz zwykłej wzajemnej solidarności, pojmowanej w kategoriach tego świata. Dlatego już bardzo wcześnie ojcowie neptycy na Wschodzie musieli uzupełnić czy raczej zinterpretować właściwie te słowa św. Pawła, wprowadzając pojecie samooskarżenia, które sami praktykowali w całym swoim życiu i które stanowi też jedyną prawdziwą możliwość wypełnienia prawa Chrystusowego. Zgodnie z tą patrystyczną doktryną samooskarżenia wszystkie grzechy i błędy brata, z wyjątkiem fałszywych wierzeń i herezji, ciążą nie na nim, ale na mnie. Muszę z własnej woli i bez szemrania wziąć je na własne barki, jeśli naprawdę chcę, aby mój brat się zbawił, a wraz z nim także ja niegodny i cały świat" .

Udział w Eucharystii uzdalnia nas do przyjmowania skutków grzechu drugiego człowieka na siebie, do wchodzenia w trudne dla nas relacje z przekonaniem płynącym z wiary, że Bóg w Jezusie Chrystusie ma nad nimi władzę. Tylko tracąc swoje życie objawiamy prawdziwe Źródło tego życia, którym jest ten, który do końca nas umiłował. Wyjątkowe miejsce Eucharystii w życiu chrześcijańskich małżonków wynika z faktu, iż Eucharystia czyni rzeczywiście obecnym tu i teraz jedyne wydarzenie historyczne, spełnione raz na zawsze w życiu, męce i zmartwychwstaniu Chrystusa. "Ale czemu służyłoby odtworzenie odkupienia w sakramencie, owa rzeczywista obecność miłości Boga i łaski Chrystusa, gdyby nie były one, już teraz, rzeczywistym tworzeniem nowego życia w człowieku, który otwiera całą swoją istotę na przyjęcie daru odkupienia?" . W tym kontekście bardziej zrozumiale brzmią słowa św. Pawła do chrześcijan Rzymu: "A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej" (Rz 12,1) oraz wezwanie do wiernych z Tesalonik: "W każdym położeniu d z i ę k u j c i e , taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was" (1 Tes 5,18) . Tylko w ten sposób życie małżeńskie zaczyna posiadać wymiar nadprzyrodzony, a samo małżeństwo może stawać się sakramentem dnia codziennego.

Źródło:
www.radiomaryja.pl